Roślinne pierogi ruskie Pana Pomidora – recenzja

Rok 2019 przywitał nas w iście roślinnym stylu! 23 stycznia w wybranych warszawskich sklepach pojawiły się na półkach wegańskie pierogi ruskie od Pana Pomidora, a to dopiero zapowiedź, bo już za moment inne większe miasta będą miały dostęp do tej dobroci. Do tej pory marka „Pan Pomidor” znana była przede wszystkim ze swoich zup w kubeczkach, których jestem wielką fanką. I podobnie jak połowa wegańskiego Internetu, gdy tylko usłyszałam nowinę o gotowych roślinnych ruskich, musiałam je jak najszybciej przetestować. Efekty poniżej! 🙂   

Mniej znaczy więcej

Pierwszą rzeczą, która przykuła moją uwagę już w sklepie, był piękny design opakowania. Czytelność, kolory i cała kompozycja bardzo cieszą oko. Doceniam również subtelny napis „100% roślinne” zamiast „wegańskie”. 🙂 Tyle na froncie, a co z tyłu opakowania? Przede wszystkim cieszy skład. Tutaj Pan Pomidor nie opuścił poprzeczki, bo jest prosto i naturalnie, jak u (nowoczesnej) babci można by rzec. W pierogach nie znajdziemy żadnych dziwnych substancji o trudnych do wymówienia nazwach. Pierogi zawierają tylko to, co w prawdziwych roślinnych ruskich być powinno – mąkę, ziemniaki, tofu, cebulę, trochę przypraw i… to tyle. Taki minimalizm rozumiem!

Jak u babci

No dobrze – opakowanie piękne, skład super, ale co ze smakiem? Po przyjściu do domu od razu przystąpiłam do testowania, toż to wielkie wydarzenie dla każdego, kto od dłuższego czasu jest na diecie roślinnej. Na etykiecie wyczytałam, że pierogi można ugotować w wodzie, w mikrofalówce lub podsmażyć. Wybór był dość prosty – cała zawartość opakowania wylądowała na patelni w towarzystwie sporej ilości cebuli, by polska tradycja tradycją pozostała. Po kilku minutach potrawa była już gotowa, a ja mogłam ogłosić werdykt. I gdyby nie fakt, że na opakowaniu jest jak byk napisane “100% roślinne”, to miałabym duże wątpliwości co do wegańskości pierogów Pana Pomidora. Smakują dokładnie jak prawdziwe, domowe ruskie przygotowywane przez moją babcię na specjalne okazje. Konsystencja też w niczym nie odbiega od oryginału, a ciasto nie jest za grube. Przepyszny, domowy, roślinny obiad w mniej niż 5 minut? Jestem zdecydowanie na tak i z wielką radością stwierdzam – Panie Pomidorze, te ruskie to był strzał w dziesiątkę!

Kupować odpowiedzialnie

Jest jeszcze jedna rzecz, która świadczy na ogromną korzyść autorów pierwszych ruskich-roślinnych w Polsce. Spójrzcie tylko na tył opakowania. Część dochodu ze sprzedaży wegańskich produktów Pana Pomidora wspiera działania naszej kampanii, która jest częścią Stowarzyszenia Otwarte Klatki. A to z kolei jedna z 12-tu najskuteczniejszych organizacji prozwierzęcych według oceny Animal Charity Evaluators.

Sprawa wygląda zatem jeszcze lepiej – kupując nie tylko ruskie, ale jedne z 5-u smaków wegańskich pierogów Pana Pomidora, nie tylko zyskujecie przepyszny obiad, ale dokładacie swoją cegiełkę do tego, by Polska stawała się roślinna w coraz szybszym tempie – bo właśnie tym zajmujemy się na co dzień. Ogromnie cenię sobie takie posuniecię firmy i należę do tej grupy konsumentów, która jest w stanie zapłacić kilka złotych więcej za wartościowe działania CSR-owe, dobre pomysły i jeszcze lepsze smaki. A cena tacki ruskich od Pana Pomidora to 8,90 zł. W porównaniu do obiadu na mieście – jest dobrze!

W serii roślinnych pierogów Pana Pomidora, poza ruskimi znajdziecie jeszcze smaki:

  • pieczarka + zielone oliwki
  • soczewica + suszone pomidory
  • dynia + jarmuż, quinoa, kolendra
  • kapusta + podgrzybki

Z tych smaków najbardziej na świecie polecamy wersję podgrzybkową, a zwolennikom odkrywania niecodziennych połączeń – pierogi z oliwkami i pieczarkami.

A Wy, co myślicie o nowej, bardziej roślinnej strategii Pana Pomidora?

Masowe roślinne żywienie w ośrodku wypoczynkowym – Zacisze Bis w kampanii RoślinnieJemy!

Pod koniec sierpnia tego roku Ośrodek Wypoczynkowy Zacisze Bis w Koszelówce niedaleko Płocka zadebiutował w przyjmowaniu zorganizowanych grup osób będących na diecie roślinnej. Dla Pań kucharek wykarmienie stu dwudziestu głodnych wegan nie stanowiło żadnego problemu. Poradziły sobie doskonale. Teraz ośrodek dołącza do kampanii RoślinnieJemy, a my chcemy zarekomendować Wam kuchnię „Zacisza” – bo sami sprawdziliśmy, że była pyszna, pożywna i bardzo różnorodna.

Pod koniec sierpnia pojechaliśmy sprawdzić jak Ośrodek poradzi sobie z debiutem w przyjmowaniu zorganizowanej grupy ponad 100 osób, które żywią się w pełni roślinnie. Uczestnicy byli pod ogromnym wrażeniem tego, jak szeroka gama w pełni wegańskich i przede wszystkim bardzo smacznych potraw codziennie gościła na stołach w Koszelówce. Pierogi na słodko, na słono, fasolka po bretońsku, sałatki, kotlety, parówki i wędliny roślinne, tofucznica, przeróżne pasty do kanapek czy smalczyk z fasoli to tylko niektóre z serwowanych im dań. Wiele osób przyznało, że na tym wyjeździe jedli dużo lepiej niż w domu! Na zdjęciach udostępnionych przez gości „Zacisza” możecie zobaczyć małą próbkę kreatywności pań kucharek.

Jak to wszystko wyglądało od kuchni? O wypowiedź poprosiliśmy menadżerkę, Panią Martynę Lamecką:

Każda grupa goszcząca u nas traktowana jest indywidualnie. Bardzo chętnie uczymy się nowych rzeczy. Przyjęcie tak dużej grupy wegańskiej (po raz pierwszy z resztą) było dla nas wyzwaniem, ale chęć poznania nowych smaków i dotarcie do nowej grupy przeważyły nad wszelkimi wątpliwościami.

Z kolei sama szefowa kuchni, Pani Beata Berlińska, mówi tak:

Sama byłam zaskoczona, że dania bezmięsne mogą być tak smaczne. Z pewnością kilka z przygotowanych potraw zagości w naszym menu na dłużej. Podziękowania od zadowolonych gości były największą nagrodą za włożony wysiłek. Najtrudniejsze przy układaniu menu okazało się to, że niestety nie wszystkie produkty, które chciałam wykorzystać, były dostępne w naszej niewielkiej miejscowości.

Ośrodek w Koszelówce funkcjonuje przez cały rok i już w tej chwili jest całkowicie przygotowany na przyjmowanie dużych grup zorganizowanych z w pełni roślinnym jadłospisem. Ręczymy za to, dlatego serdecznie i oficjalnie witamy Ośrodek Zacisze Bis w naszej kampanii – nasza naklejka przywita Was na wejściu do stołówki. Jeśli chodzi o codzienne menu dla gości indywidualnych, wegańskie opcje zagoszczą w nim na stałe od przyszłego sezonu. Ale póki co, wystarczy uśmiechnąć się do cudownych Pań kucharek, a na pewno przygotują jakieś pyszne, wegańskie danie. Jak mówi Pani Martyna: Jedną z naszych zasad jest hasło „rzeczy niemożliwe robimy od ręki, na cuda trzeba chwilę poczekać”. Nasze kucharki zawsze coś wegańskiego wyczarują od ręki, na cuda trzeba będzie najwyżej chwilę poczekać.

Jeżeli więc chcielibyście zorganizować jakieś szkolenie, kolonię, czy też szukacie po prostu spokojnego miejsca na wypad nad jezioro, w którym można zjeść smacznie, zdrowo i roślinnie, to koniecznie zajrzyjcie do Zacisza Bis w Koszelówce.

Roślinne jedzenie pod namiot

Lato w pełni, pogoda dopisuje… Nic tylko rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady! Albo na Mazury, nad morze czy po prostu do pobliskiego lasu. W końcu nic tak nie odstresowuje i nie poprawia nastroju jak stary, dobry biwak. Ale jakie jedzenie wziąć pod namiot, jeśli tłusta kiełbasa nie za bardzo do nas przemawia? Wbrew pozorom, roślinnych opcji idealnych na wakacyjny wypad znajdziemy w sklepach całkiem sporo!

Na śniadanie świetnie sprawdzą się płatki musli, które w znacznej większości przypadków są całkowicie roślinne (choć w niektórych może pojawić się mleko w proszku, dlatego czytajmy składy). Do tego ulubione mleko roślinne i posiłek gotowy! Kolejną smaczną i szybką opcją będą owsianki Innej Bajki. Wystarczy zalać je wrzątkiem, odczekać kilka minut i cieszyć się ciepłym, słodkim śniadankiem. Ja jestem też wielką fanką Kaszy Na Raz z Zielonego Pojęcia, którego produkty od niedawna dostaniemy w Lidlu. Ich bulgur z maliną, bananem i malinami to prawdziwy sztos! Jeśli jednak rano bardziej przemawia do nas jedzenie na słono, to dobrą opcją będą kanapki z hummusem, pastami Z Gruntu Dobre, Well-well, Wawrzyniec czy pasztetami Sante. Do tego świeży, chrupiący ogórek z działki i śniadanie mistrzów mamy jak w banku!

A co na obiad? Tutaj możliwości jest naprawdę mnóstwo! Moje typy to:

Do tego puree ziemniaczane w proszku, pomidor w rękę i tradycyjny polski obiad w roślinnej wersji polowej prawie gotowy! Prawie, bo przecież do pełni szczęścia potrzeba jeszcze zupki. Tutaj z pomocą przyjdzie nam Zielone Pojęcie, które oprócz Kasz Na Raz, oferuje również swojską pomidorówkę z bulgurem, sycącą zupę z ciecierzycy i soczewicy, a także bardzo ciekawą w smaku zupę z cukinii i zielonego groszku z dodatkiem kaszy jaglanej.

Roślinna kolacja pod namiotem też nie będzie żadnym problemem! Oczywiście nieśmiertelną opcją są kanapki! Ja uwielbiam te z masłem orzechowym i dżemem. Świetnie nada się też Trendy Lunch. Niech jego nazwa Was nie zmyli! Przecież każdy wie, że lunch na kolację smakuje lepiej. Doskonale sprawdzi się też pyszna sałatka z ciecierzycy, która pod niebem pełnym gwiazd, przy zapachu ogniskowego dymu i akompaniamencie świerszczy będzie prawdziwą ucztą dla zmysłów.

Muszę przyznać, że zbyt mocno kocham jedzenie, żeby ograniczać się do trzech posiłków dziennie… Też tak macie? Jeśli tak, to na mały głód bardzo polecam batoniki Dobra Kaloria, ciastka owsiane GoBio z Biedronki (szczególnie te w wersji czekoladowej) i suszone owoce. A gdy chcę się poczuć jak na biwaku szkolnym lub obozie, to zalewam sobie poczciwą zupkę chińską. Nie jest to może najzdrowszy wybór, ale jak to mówią, co cię nie zabije, to cię wzmocni! A w końcu pod namiot nie jeździ się codziennie, więc nie bójmy się trochę sobie dogodzić.

Wegańskie burgery w Meat & Fit – recenzja!

Trend na dania roślinne rośnie obecnie bardzo szybko. Powstają nowe w 100% roślinne restauracje, a część lokali, która wcześniej nie oferowała opcji wegańskich, idzie z duchem czasu i wprowadza takowe do swojej karty. Jednym z nich jest sieć burgerowni Meat & Fit – Slow Food, która we współpracy z nami wprowadziła do swoich lokali w całej Polsce całkowicie roślinne burgery.

Od kilku miesięcy w ich ofercie, obok burgerów mięsnych, znaleźć możemy aż 9 różnych pozycji całkowicie wegańskich. Wybraliśmy się do lokalu przy ul. Grzybowskiej w Warszawie, by sprawdzić jak smakują!

Gdy weszliśmy do Meat & Fit pierwsze, co rzuciło nam się w oczy, to bardzo przytulny, nowoczesny wystrój. Pan za ladą przywitał nas szerokim uśmiechem i cierpliwie czekał na długą, niełatwą decyzję. W końcu, po żywej dyskusji, wybór padł na Siódme niebo, Veggie BBQ, Wegańską Azję i Sushi Veggie Burger, do tego przepyszne frytki z batata i Vegan Cola.

Siódme (roślinne) niebo

Nazwa nie jest przesadzona! Bułka (my wybraliśmy pełnoziarnistą), sałata, burak pieczony, burger z czerwonej fasoli, ser cheddar wegański, hummus, pomidor, jalapeno, kiełki fasoli mung, kapary, a do tego prażone płatki migdałów… Brzmi dobrze, prawda? Wszystkie składniki idealnie ze sobą współgrały. Kotlet z fasoli miał super konsystencję i był bardzo sycący, burak dodał trochę słodyczy, hummus i kapary słoności, jalapeno odrobinę pikantności, a płatki migdałów i kiełki bardzo przyjemnej chrupkości. Jeśli lubicie dużo różnych nut smakowych w jednym daniu, to Siódme Niebo na pewno spełni Wasze oczekiwania.

Smakowa podróż po Wegańskiej Azji

Tutaj składników jest już mniej, ale za to jakich! Bułka, sałata, burger z kalafiora, warzywa w tempurze, mango, sos teriyaki i sezam – ta orientalna kombinacja zdecydowanie przypadła nam do gustu. Na początku byliśmy dość sceptycznie nastawieni do kalafiorowego kotleta, ale nasze wątpliwości okazały się zupełnie niesłuszne. A w połączeniu z ciepłymi, chrupiącymi warzywami w tempurze i dojrzałym, słodziutkim mango jest to po prostu mistrzostwo! Smak burgera rzeczywiście bardzo kojarzy się z podróżami po barwnej Azji.

Veggie BBQ – test „mięsożercy”

BBQ kojarzy się (przynajmniej nam) przede wszystkim z mięsem. Dlatego do testu wegańskiego burgera BBQ specjalnie zwerbowaliśmy Antka – znajomego mięsożercę. Jak ocenił połączenie kotleta z czerwonej fasoli z wegańskim serem, pomidorem, ogórkiem kiszonym, rukolą, jalapeno, prażonymi pestkami dyni i wreszcie sosem barbecue? Ku naszej uciesze był bardzo pozytywnie zaskoczony, że roślinny burger smakuje równie dobrze, a może nawet ciekawiej niż tradycyjny! Co więcej, naprawdę się nim najadł, a jednocześnie nie czuł się ciężko i ospale, co niekiedy zdarza mu się po burgerach mięsnych.

Sushi w formie burgera?

Takie połączenie brzmi osobliwie, dlatego z czystej ciekawości postanowiliśmy spróbować Sushi Veggie Burgera. W tej kombinacji kotlet jest zrobiony z cieciorki, a towarzyszą mu sałata, ogórek zielony, warzywa w tempurze, sos sojowo-barbecue, szczypiorek i sezam. Burger okazał się totalnym hitem! W smaku rzeczywiście przypomina sushi, więc jeśli ktoś jest fanem tej japońskiej potrawy, to na pewno się nie zawiedzie.

Czytaj także: Branża gastronomiczna zauważa rosnący trend na dania roślinne!

NASZ WERDYKT

Wszystkie cztery burgery były świeże, pyszne i naprawdę sycące. Każdy z nich smakował zupełnie inaczej, co jest ogromnym plusem, bo podczas kolejnych wizyt można odkrywać nowe smaki. Nasze serca najbardziej skradła jednak Wegańska Azja, której przyznajemy złoty medal! Do Meat & Fit na pewno wrócimy jeszcze nie raz, bo zostało nam jeszcze aż 5 smaków burgerów i kilka smoothies do spróbowania. Nasze wrażenia są bardzo pozytywne i cieszymy się, że w tak wielu miastach Polski można zjeść teraz naprawdę pyszne roślinne burgery, które w niczym nie ustępują mięsnym odpowiednikom.

Dajcie znać czy już próbowaliście i który smak jest Waszym faworytem!

#RoślinnieJemy

150 tysięcy roślinnych burgerów sprzedanych w ciągu pierwszego miesiąca w McDonald’s

McVegan – bezmięsny burger McDonald’s – już od samego początku cieszy się ogromną popularnością. Tylko w wybranych restauracjach na terenie Finlandii i Szwecji sprzedało się w styczniu aż sto pięćdziesiąt tysięcy sztuk.

To idealny przykład na to, jak wielkie jest zainteresowanie konsumentów roślinnymi alternatywami mięsnych dań. Jak tłumaczy Peter Ruzicka, prezes Orkla Foods – firmy, która pomogła w stworzeniu burgera McVegan – “ludzie chcą jeść więcej produktów pochodzenia roślinnego, częściowo z powodów zdrowotnych, ale również ze względów środowiskowych.” W rozmowie z Foodnavigator Ruzicka podkreśla, że roślinny burger, w porównaniu z jego mięsnym odpowiednikiem, jest zdecydowanie bardziej przyjazny środowisku.

McDonald’s wprowadził kanapkę McVegan w październiku ubiegłego roku w jednym ze swoich fińskich lokali. Od początku 2018 roku można ją kupić w  wybranych restauracjach w Finlandii i Szwecji. Jak mówi prezes Orkla Foods: “W ciągu zaledwie miesiąca udało nam się sprzedać aż sto pięćdziesiąt tysięcy burgerów McVegan w tychże lokalach. Jest to całkiem niezły początek bardzo, bardzo ekscytującej współpracy z siecią McDonald’s.” Czy możemy zatem liczyć na to, że w niedalekiej przyszłości roślinna kanapka zawita również do Polski?

Źródło: https://www.instagram.com/mcdonaldssuomi/

„Polska jest gotowa na roślinną rewolucję” – Wywiad z Malką Kafką

Propagatorka roślinnego żywienia, restauratorka roku według  „Warsaw Insider” i autorka świeżo wydanej książki „God Food”. O kim mowa? O Malce Kafce, właścicielce sieci warszawskich restauracji Tel Aviv. W związku z jej ostatnimi sukcesami, nie mogliśmy przegapić okazji zadania jej kilku pytań. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jakie potrawy poleciłaby osobom chcącym posmakować kuchni roślinnej i jak zmieniła się jej restauracja na przestrzeni lat – zachęcamy do lektury!

Julia Merchelska: Dieta roślinna, czyli, w Twoim wydaniu, jaka? Malka Kafka: Cóż, innej diety nie znam. To jest całe moje życie i całkiem normalne odżywianie. Gdyby ktoś mnie zapytał, czy jestem na jakiejś diecie, to z pewnością odpowiedziałabym, że nie. Po prostu nie jem tego, co moim zdaniem jest niejadalne. Nie jem innych stworzeń.

Trzy słowa, które opisują restaurację Tel Aviv… Miłość, radość i… rozkosz.

Czy idea Roślinnych Poniedziałków jest Ci bliska? Bardzo! To jest program, który wprowadzamy teraz do swoich restauracji, żeby zachęcić osoby, które jeszcze nie próbowały diety roślinnej, do rozpoczęcia pewnej systematyczności i bardziej refleksyjnego podejścia do takiego sposobu żywienia… Żeby ludzi mogli powiedzieć „okej, w poniedziałki spróbuję jeść roślinnie, spróbuję od czegoś małego.” Ja też w procesie przechodzenia na dietę roślinną stosowałam metodę małych kroków. Na początku nie jadałam wieprzowiny – było to związane z utrzymywaniem koszerności. Później z większą refleksją zaczęłam podchodzić do tego, co znajduje się na moim talerzu, więc stopniowo odstawiałam wołowinę, drób, ryby, jaja. Teraz jestem w trakcie przechodzenia na w stu procentach roślinne jedzenie. Masło czy ser pojawiają się w moim jadłospisie bardzo sporadycznie – głównie, gdy jestem na wyjazdach i trudno znaleźć jakąś rozsądną wegańską opcję. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo ciężko jest przejść na żywienie roślinne z dnia na dzień, dlatego warto robić to stopniowo. Roślinne Poniedziałki są do tego doskonałym narzędziem!

Twoje ulubione roślinne danie? Nie będę tutaj odkrywała Ameryki… Uwielbiam hummus! Zawsze, gdy przychodzę do swojej restauracji, co w gruncie rzeczy nie zdarza się bardzo często, zamawiam właśnie hummus. Co jeszcze? Bardzo lubię buraka. Wiem, że to nie danie, ale warzywo to pasuje w zasadzie do wszystkiego, a burak na kanapce – totalny obłęd! Gdy prowadzi się restaurację i ma się dostęp do naprawdę wyszukanych roślinnych dań, to w pewnym momencie zaczyna się doceniać prostotę i piękno warzyw w ich naturalnej, czystej postaci.

Jeśli ktoś chciałby właśnie dziś rozpocząć swoją przygodę z roślinnym gotowaniem, co powinien ugotować na start? Gdy ludzie przechodzą na żywienie roślinne, zwykle czymś, czego im brakuje, jest smak umami. Występuje on w mleku matki, dlatego jest nam tak bliski. W związku z tym na pewno zachęciłabym do przygotowania dobrego wywaru grzybowo-warzywnego, żeby nauczyć się naturalnie wydobywać ten smak i do zrobienie fajnego pieczeniowego sosu brązowego ze skarmelizowanej cebulki, wspomnianego wywaru i nie za dużej ilości dobrego sosu sojowego. Taki sos pieczeniowy ma naprawdę głęboki i dość intensywny smak, którego może brakować osobom zaczynającym swoją przygodę z roślinnym jedzeniem. Ludzie często myślą, że kuchnia roślinna jest nudna i bezsmakowa, dlatego tak ważne jest pokazanie im kilku prostych sztuczek, żeby zobaczyli, że wcale tak nie jest. Oprócz tego bardzo polecam eksperymentowanie z grzybami, bo nie dość, że są pełne smaku umami, to mają również ciekawą konsystencję, której na przykład w soczewicy już brakuje.

Osoby, którymi inspirujesz się w kuchni to…? Bardzo podoba mi się to, co proponuje Marta Dymek. Widać, że za jej przepisami stoi praca i gotowanie, że są one poparte jej doświadczeniami i naprawdę praktycznymi poradami. Bardzo lubię też Yotama Ottolenghiego, który napisał między innymi „Obfitość” czy „Jerozolimę”. Przybliża on kuchnię Bliskiego Wschodu w bardzo przystępny, trochę zeuropeizowany sposób. Oferuje mnóstwo roślinnych przepisów. Miałam okazję być w jednej z jego restauracji w Londynie i od razu czuć, że on wprost kocha warzywa. Nadaje im bardzo proste formy i nie niszczy ich przez jakąś niepotrzebną obróbkę.

 

Absolutny hit karty Tel Avivu to… Coco Curry, czyli sojowe kotleciki z sosem z wysmażanej cebuli na mleku kokosowym i z żółtym curry. To danie lekko pikantne, esencjonalne, gęste, którym można się najeść. Często zdarza się tak, że przychodzą do nas ludzie, którzy nie wiedzą, że Tel Aviv to roślinna restauracja i zamawiają właśnie Coco Curry. Kiedy usłyszymy od nich, że „ten kurczak curry jest fantastyczny”, to jest to dla nas chyba największy komplement.   Trzy Twoje ulubione przyprawy to…? Uwielbiam czarny pieprz. Bardzo lubię też słodką paprykę, którą często podsmażam na oliwie. Nabiera ona wtedy zupełnie innego smaku. A trzecia przyprawa to czosnek – to jest po prostu mistrzostwo świata!  Muszę dodać jeszcze zestaw trzech przypraw z zupełnie innej kuchni – trawa cytrynowa, kafir i imbir.

 

Nagroda dla restauratorki roku – jakie emocje towarzyszyły Ci, gdy ją odbierałaś? To było bardzo ciekawe. Zostałam zaproszona na galę Best of Warsaw. Rozmawiam sobie ze znajomymi, a kątem oka widzę, jak na scenie wręczają różnego rodzaju nagrody. W pewnym momencie pojawia się kategoria „Restaurator roku”. Słyszę, że prowadzący opisują coś, co wydaje mi się znajome i nagle uświadamiam sobie, że oni mówią o mnie. Padają słowa „restauratorem roku zostaje…”, patrzę na ekran i pojawia się moje zdjęcie. Myślałam, że zemdleję! Nigdy nie spodziewałabym się, że ja jako osoba tworząca sieć restauracji wegańskich, zostanę uznana za restauratora roku w ogólnej kategorii wszystkich warszawskich restauracji, więc byłam w szoku. Weszłam na tę scenę, powiedziałam coś, ale zupełnie nie wiedziałam co się dzieje. Uzasadnienie jury było przepiękne – „za zieloną rewolucję”, czyli za to, że zmieniam oblicze polskiej gastronomii. Najważniejsze w tym wszystkim jest dla mnie to, że my jako restauratorzy oferujący kuchnię roślinną przechodzimy w tej chwili do mainstreamu. Że nasze restauracje to już nie są miejsca tylko dla osób w wyciągniętych swetrach, ale dla każdego. I to jest piękne. Ta misja towarzyszyła mi od samego początku tworzenia Tel Avivu. Najpierw było to miejsce wegetariańskie i dopiero kilka lat temu uznałam, że zmiana menu na stuprocentowo roślinne będzie mi się ekonomicznie „spinała”. Ten ostatni rok pokazał, że Polska jest już gotowa na roślinną rewolucję i że idziemy w bardzo dobrym kierunku.