Kaietanovich: kultura hip-hopowa i weganizm mają punkty wspólne

W 2019 roku ożywiamy zakładkę Ludzie i miejsca, chcąc odkrywać przed Wami różnorodność osób, które zdecydowały się na dietę roślinną. Co za tym idzie – różnorodność powodów, dla których coraz więcej z nas podejmuje podobną decyzję. Dziś serwujemy wywiad z Kaietanovich’em – raperem reprezentującym warszawskie składy ZETENWUPE oraz WCK. Co łączy kulturę hip-hopową z weganizmem, jak to wszystko się zaczęło i czy bycie na diecie roślinnej jest współcześnie wyzwaniem? Odpowiedzi znajdziecie w dzisiejszej rozmowie.

WP: Kiedy podjąłeś decyzję o wykluczeniu produktów odzwierzęcych ze swojej diety?

KO: Równo 2 lata temu zjadłem ostatni kawałek mięsa. Od ponad półtora roku staram się też nie korzystać z jakichkolwiek produktów pozyskiwanych w drodze wykorzystywania zwierząt.

WP: Zapytam najprościej – dlaczego?

KO: Ze względu na zwierzęta. W chwili refleksji dotarło do mnie, że te stworzenia, które na co dzień kładę na talerzu obok ryżu i warzyw, mają dokładnie te same organy wewnętrzne co ja (jak mózg, oczy, język, serce, płuca, wątroba, jelita, nerki, genitalia, etc.), czują dokładnie te same emocje co ja(radość, lęk, smutek, wdzięczność, strach etc.). Mają też dokładnie te same relacje rodzinne co ja (mama, syn, tata, córka, brat, siostra, etc.) i w gruncie rzeczy jedynym, co nas różni jest to, jak skomplikowane są nasze procesy myślowe, czy inaczej: język, jakim się posługujemy. Po uświadomieniu sobie powyższych, wprowadzenie zmian w codziennej diecie przyszło mi bez trudu, była to jedynie kwestia konkretnego ustawienia i zrozumienia moich priorytetów.

WP: Zwierzęta mogą nas czegoś nauczyć?

KO: My mamy słowa, za pomocą których dociekliwie zgłębiamy wszelkie sprawy i łatwo przekazujemy złożone informacje, ale też mocno komplikujemy rzeczywistość. Język zwierząt jest dużo prostszy, one mówią głównie czynami, wystarczy obserwować. Najstarsze filozofie duchowe nauczają, że oświecenie przychodzi z wyciszenia umysłu. Ludzie na całym świecie medytują, jeżdżą po dżunglach, zażywają szamańskich wywarów, poddają się rozmaitym rytuałom żeby osiągnąć ten stan. Zwierzęta mają to naturalnie. To całkiem zabawne, że mimo to uważamy się za „gatunek wyższy”.

WP: Co zmieniło się po przejściu na dietę roślinną?

KO: Masa rzeczy, mógłbym mówić długo i na pewno o czymś bym zapomniał. Z najważniejszych: na pewno jestem spokojniejszy o swoje zdrowie, szybciej się regeneruję po wysiłku/imprezie, pozbyłem się problemów ze spaniem, praktycznie nie miewam kłopotów żołądkowych. I mniej się spinam, łatwiej mi się zrelaksować.

WP: Miałeś kiedykolwiek poczucie, że tym samym coś tracisz?

KO: Nigdy. Zdarzało mi się po bardziej zakrapianej nocy pobudzić pod wpływem zapachu jakiegoś tłustego pepperoni, czy czegoś takiego, ale to były tylko echa starych nawyków. Nawet nie rozważałem wzięcia tego do ust.

WP: Najczęstszy mit o diecie roślinnej?

KO: Nie wiem który jest najczęstszy, ale wiem że wszystkie bledną wobec prostego researchu w temacie.

WP: Członkowie Wu-Tang Clan, Jay-Z czy ASAP Rocky to tylko kilka z wielu przykładów raperów, którzy zachęcają do diety roślinnej, świecąc własnym przykładem. Znajdujesz punkty wspólne w kulturze hip-hopowej i weganizmie?

KO: O, tak. Oba te ruchy naświetlają kłamstwa systemu, w którym żyjemy i u korzeni obu z nich leży pogłębianie świadomości. Sam niechętnie nazywam siebie weganinem, czy wegetarianinem, bo mam w tym wszystkim swój własny kompas i nie potrzebuję odgórnych reguł, które będą mówić mi co jest, a co nie jest ok, ani też nie zależy mi na przynależeniu do grupy. Natomiast dieta złożona głównie z roślin i zwracanie uwagi na dokonywanie bardziej odpowiedzialnych wyborów przy okazji codziennych czynności są już w tej chwili nieodłączną częścią mojej osobistej, jednoosobowej kultury hiphopowej.

WP: Co do pogłębiania świadomości, Eat Healthy – pochwała weganizmu i Discipline na cześć siły charakteru to jedne z flagowych utworów Dead Prez – jak dużo samodyscypliny potrzeba, by wytrwać w postanowieniu o zmianie diety, czy w Twoim odczuciu dziś – jeść roślinnie, oznacza wyzwanie?

KO: Jest rok 2019, dostęp do żywności w naszej części świata jest lepszy niż był kiedykolwiek i poza nielicznymi, chorującymi na niektóre z rzadkich chorób, wszyscy jesteśmy w stanie żyć długo, zdrowo i szczęśliwie bez męczenia zwierząt. To nawet niekoniecznie jest kwestia samodyscypliny. Ja sam absolutnie nie uważam siebie za dobry przykład samodyscypliny, przez większość życia byłem raczej przykładem jej przeciwieństwa, a odstawienie produktów odzwierzęcych przyszło mi bez wysiłku. Jako człowiek, który do 25. roku życia nie uznawał dania bez kawałka mięsa za pełnoprawny posiłek, jestem pewien że każdy może wprowadzić tę zmianę w swoim życiu i wziąć większą odpowiedzialność za to, co kładzie na talerz. A jeśli z jakichś powodów nie każdy, to już na pewno każdy może spróbować.

WP:czyste mięso – jesteś zwolennikiem idei?

KO: Chyba musiałbym spróbować, żeby stwierdzić. Mi osobiście mięso nie jest do szczęścia potrzebne, zwłaszcza, że są już takie potrawy, które smakują identycznie jak mięso, a mięsem nie są (niedowiarkom polecam odwiedzić Momencik na Poznańskiej, gdzie serwują absolutnie najpyszniejsze burrito na Ziemi). Z drugiej strony mam świadomość, że na świecie nadal jest wiele osób, dla których życie bez steka jest „niemożliwe”. W ich kontekście czyste mięso na pewno jest dobrym pomysłem i sposobem na pomoc zwierzętom.

WP: Danie, do którego wracasz obecnie najczęściej?

KO: Aktualnie sporo jem na mieście – właśnie wróciłem do Polski i okazuje się, że mamy tu mnóstwo wegańskich opcji, które z reguły są naprawdę przepyszne. Gotując w domu nie lubię spędzać za dużo czasu przy garach, wobec czego moim klasykiem jest ryż z ciecierzycą w sosie z warzyw, jakie akurat mam pod ręką.

Autor portretów Kajetana – Michał Matraszek

Autor zdjęcia koncertowego – Tomasz Karwiński

Posłuchaj:

Kaietanovich – „Gotowy

Zetenwupe – „Nowojorski Stan Rzeczy

WCK – „Stej Tru

Rynek wegańskich produktów ciągle jest nienasycony – wywiad z Magdaleną Majewską z Urban Vegan

Magdalena Majewska jest współwłaścicielką Urban Vegan – sklepu, hurtowni oraz sklepu internetowego z produktami roślinnymi. Odwiedzając wrocławską Veganmanię, nie mogliśmy przegapić okazji by sprawdzić, jak radzi sobie jeden z najbardziej aktywnych roślinnych projektów na tej szerokości geograficznej. Magdalena opowiedziała nam o swojej wizji na roślinną firmę, podzieliła się swoimi spostrzeżeniami na temat zmieniającej branży spożywczej i zdradziła, dlaczego jej zdaniem „wegański, wegańskie” to termin trochę z importu.

Skąd decyzja o założeniu sklepu, który jest w 100% roślinny?

Postanowiliśmy rozpocząć naszą działalność polegającą na dystrybucji i sprzedaży produktów wyłącznie roślinnych w odpowiedzi na swoje własne potrzeby. Przechodząc z wegetarianizmu na weganizm, doświadczyliśmy braku na polskim rynku braku produktów, które odpowiadałyby naszym potrzebom. Czas zakupów w marketach wydłużył się okrutnie podczas poszukiwania produktów niezawierających jakichkolwiek dodatków odzwierzęcych.

Rozpoczynając, przeprowadziliśmy badanie rynku polegające na prowadzeniu ankiet internetowych, spotkaliśmy się też z naszymi znajomymi i zapytaliśmy się o ich potrzeby. Okazało się, że są one zbieżne z naszymi i takich ludzi jest dużo więcej.

Jakie cechy sprawiają, że ściągacie produkt do asortymentu?

Do naszej oferty wybieramy produkty, które nam smakują. Korzystamy też z podpowiedzi naszych klientów – jeśli chcą oni znaleźć coś u nas w sklepie, jesteśmy w stanie to dla nich sprowadzić. Nie bez znaczenia jest też jaką cenę ostatecznie zapłaci klient, dlatego też staramy się nie wybierać produktów szczególnie drogich lub takich, gdzie producent narzuca bardzo wysoką marżę.

Czy w hurcie i detalu oferujecie te same produkty? Czy ich popularność się różni?

Produkty, które oferujemy hurtowo są dokładnie tymi samymi, które oferujemy w detalu. Natomiast popularność względem różnych grup produktów jest odmienna. W hurcie są to opakowania gastronomiczne granulatów sojowych, serów do pizzy, mlek roślinnych. W sprzedaży detalicznej dużą popularnością cieszą się produkty zastępujące mięso i jogurty.

Jakie firmy są kluczowymi odbiorcami oferty hurtowej?

Przede wszystkim punkty gastronomiczne. Ogromna, wciąż wzrastająca popularność diety roślinnej sprawia, że takie miejsca kontaktują się z nami, prosząc o pomoc w komponowaniu menu i dostarczenie dla nich półproduktów.

Co sądzisz o certyfikatach dotyczących roślinnego pochodzenia produktu?

Certyfikaty polegające na poinformowaniu klienta o tym, że dany produkt jest wegański są bardzo ważne. W przypadku braku certyfikacji wymagamy deklaracji, że produkt na żadnym etapie produkcji, przetwarzania, pakowania, nie ma styczności ze składnikami odzwierzęcymi, które mogłyby się znaleźć w jego składzie.

Jakie oznaczenie jest Twoim zdaniem lepsze: “wegański” czy “roślinny”?

Jeśli chodzi o oznaczenie produktów na zasadzie kontry: “wegański” a “roślinny”, osobiście popieram używanie określenia roślinny.

Słowo “wegański” jest trochę z importu i tak naprawdę nie oddaje idei. Jego rozumienie jest często wypaczone. Niekiedy możecie się spotkać z informacjami w komentarzach czy postach: “Jestem wegetarianką i bardzo lubię łososia.”. Nie tędy droga. Jeżeli powiecie komukolwiek, że jecie produkty wyłącznie roślinne, nie ma tu żadnego niedomówienia. Jajko nie jest produktem roślinnym, tak samo jak ryba czy mleko.

Jak zmienił się roślinny obraz Polski w ciągu ostatnich 3 lat?

Myślę, że dieta roślinna jest coraz bardziej popularna nie tylko ze względów ideologicznych, ale i także ze względów zdrowotnych. Jeszcze 3 lata temu, kiedy zaczynaliśmy działalność, głównymi naszymi odbiorcami były bary i restauracje wyłącznie roślinne, wegańskie. Obecnym trendem jest wprowadzanie do menu potraw roślinnych także przez sieci, które stricte wegańskie nie są.

Czy w branży spożywczej można zauważyć wzrost popularności diety roślinnej?

Branża spożywcza intensywnie reaguje na wzrost popularności diety roślinnej. Coraz częściej w dużych marketach możemy spotkać produkty wegańskie. Jest coraz większa dostępność tofu, tempehu, jogurtów sojowych – produktów, które kiedyś były niszowe.

Zaczynaliśmy od sklepu stacjonarnego i sklepu internetowego. Gdyby nie wzrost popularności diety roślinnej, hurtownia chyba nigdy by nie powstała.

Sprzedajecie produkty w całej Polsce, także poza jej granicami. Czy jesteś w stanie stwierdzić, że ten trend jest zauważalny nie tylko w dużych miastach, ale także w mniejszych ośrodkach?

Żywność wegańska jest popularna tak samo w dużych miastach, jak i w mniejszych miejscowościach. Z Warszawy, czy z Krakowa mamy więcej zamówień – jest tam więcej mieszkańców. Procentowo zainteresowanie jest takie samo.

A jak wygląda sytuacja z polskimi producentami?

Cieszy nas fakt, że mamy coraz więcej polskich producentów wegańskiej żywności. Jest to dla nas bardzo ważne i promujemy takie produkty i ich wytwórców. Ten rynek ciągle jest nienasycony, brakuje na nim wielu rzeczy. Pojawiły się majonezy, sery, zastępniki mięsa i wędlin… Myślę, że rynek jest w stanie przyjąć dużo więcej. Moim zdaniem niszą są produkty mrożone. Jeśli ktoś zrobi w Polsce dobre produkty mrożone np. pizze i będzie w stanie zapewnić dobry transport – bierzemy w ciemno.

Co sądzisz o idei zero-waste?

Jako firma wegańska w stu procentach uważamy za niezmiernie ważne minimalizowanie ilości odpadów. Oczywiście, nie wszystko jesteśmy w stanie zrealizować, musimy się trzymać wytycznych sanepidu dotyczących pakowania przesyłek. Zakupione przez nas niszczarki papieru i kartonów codziennie działają pełną parą – produkujemy bardzo dużo wypełnień recyklingowych. Jeśli zamawiasz jakiekolwiek artykuły u nas, zachęcamy do zapoznania się z możliwościami ich pakowania w naszym regulaminie. Napisz nam w komentarzu jak chciałbyś, żeby Twoja paczka była zapakowana.

Jakiś czas temu wprowadziliśmy w sklepie możliwość korzystania z toreb przechodnich. Przynosisz do nas torby, których nie potrzebujesz (mogą to być zarówno torby foliowe, jak i materiałowe), a jeśli nie masz akurat torby, możesz skorzystać z tych, które przynieśli już nasi wcześniejsi klienci. Przyjmujemy w ramach zwrotu butelki po napojach, a także baterie, które oddajemy potem do recyklingu.

Jakie masz rady dla osób chcących otworzyć własny wegański biznes?

Najpierw powinniście zrobić badanie rynku – zapytajcie swoich znajomych, zróbcie ankiety w internecie, zróbcie próbne produkty, zobaczcie, komu i co smakuje. Ze swojego doświadczenia wiem, zapotrzebowanie na takie produkty jest ogromne i nie należy się bać. Jeżeli macie świetny pomysł, zgłoście się do nas, chętnie pomożemy, wprowadzimy produkty do oferty. Dzięki naszym klientom sprawdzimy czy im smakują i jak się sprzedają.

Jakie są plany Urban Vegan na najbliższy czas?

W najbliższym czasie planujemy dalej rozwijać działalność hurtową. Intensywnie poszukujemy producentów żywności wegańskiej, nawet tej przypadkowo wegańskiej, czyli takiej, o której producenci nie wiedzą, że jest w stu procentach roślinna. Planujemy również zintensyfikować współpracę z gastronomią tak by dostarczyć jak najwięcej produktów do komponowania roślinnych menu w restauracjach niekoniecznie o profilu roślinnym.

Magdalenę spotkacie podczas konferencji Plant-Powered Perspectives w Warszawie. Zapraszamy!

strona sklepu Urban Vegan – https://www.urbanvegan.pl/